poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Yamatai

Rodzaj gry: STRATEGICZNA


 Liczba graczy: 2 - 4

Czas gry: 40 - 80 minut wg producenta (na początku na pewno będzie to co najmniej 90 minut, zwłaszcza w pełnym składzie. Później mniej, ale 40 minut, to tylko przy dwóch osobach)

Pudełko i wydanie
Niesamowicie kolorowa gra ze sporą liczbą drewnianych elementów. Wydawnictwo Days of Wonder jak zwykle się postarało i wydało bardzo cukierkowy tytuł. Wszystkie elementy są bardzo dobrej jakości, wypraska pozwala na schowanie całości do pudełka. Jedyna wada to kolory - nie ma czerwonego (a ja zawsze gram czerwonym, i jak tu żyć?), a poza tym wydawca oszczędził na liczbie elementów. Ponieważ dla dwóch graczy potrzeba ich więcej, to grając w takim składzie możemy wybierać między pomarańczowym a niebieskim. Trzem graczom dochodzi jeszcze fioletowy, a czterem szary.


Rozgrywka
 
Zasady nie są zbyt skomplikowane, ale trzeba je dobrze przekazać, żeby nie zniechęcić tych, którzy dopiero zaczynają przygodę w planszówkowym świecie. Na kolorowej planszy narysowane jest mnóstwo wysepek, wokół których przyjdzie nam pływać kolorowymi łódeczkami. Tak naprawdę, to będziemy nimi dostarczać różnorakie surowce, aby móc wznosić budynki stolicy Yamatai, bo zgodnie z wprowadzeniem do instrukcji, na prośbę królowej Himiko, będziemy stawiać całe miasto.
W swojej turze wybieramy żeton akcji, którą chcemy wykonać (spośród kilku dostępnych). Dzięki temu zawsze otrzymujemy jedną lub więcej łódek i zazwyczaj akcję dodatkową (na przykład okazję do wybudowania budynku taniej, czy też mozliwośc zrobienia małych przetasowań na planszy). Wybór akcji jest ważny z kilu względów - wpływa na to, jakie łódki do nas trafią, a także determinuje kolejnośc graczy w następnej turze. Zazwyczaj im większy bonus daje żeton, tym dalej będziemy, a wiadomo, że czasami bycie pierwszym mocno procentuje.
Jak już mamy łódki to stawiamy je w ciągu na planszy (są zasady mówiące dokładnie jak je mozna umieszczać, ale tu już odsyłam do instrukcji). Na początku na wyspach leżą tak zwane żetony kultury, które możemy zbierać, aby później kupić za nie pomocników, dających nam zwykle dodatkowe akcje lub punkty na koniec gry. Na pustych wyspach można budować bydynki zwykłe lub specjalne. Budowa jest prosta - jeśli dołożyłam właśnie łódkę i zostały spełnione wymagania - wokół wyspy jest odpowiednia liczba łódek w określonych na żetonie budynku kolorach, to mogę wznieść taką budowlę. Daje mi to punkty zwycięstwa, a może też zapewnić gotówkę, która przyda się do powiększania floty.
Generalnie cała tura ogranicza się do - wybrania akcji, wzięcia łódek, kupienia/sprzedania jednej (niestety) łódki, umieszczenia łódek na planszy, kupienia pomocnika (jesli chcemy i nas stać). Do tego dochodzi akcja specjalna (zależna od żetonu akcji), do wykonania w dowolnym momencie.  Kolejnośc jest nam bardzo ładnie podpowiadana przez plansze gracza, więc nie ma problemu z ogarnięciem zasad. Gorzej z główkowaniem, bo czasami jest naprawdę nad czym pomysleć. Im dalej w las tym więcej możliwości i trzeba się trochę nagłowić, żeby sobie zrobić dobrze, a innym niekoniecznie :-)
Gra toczy się do momentu gdy zabraknie łodek w dowolnym kolorze lub któryś z graczy postawi swój ostatni budynek, lub nie ma już żetonów budynków lub pomocników.

W "Yamatai" nie ma za dużej interakcji - czasami możemy coś przestawić lub zdjąć z planszy, ale każdy działa na własny rachunek. Stawiane na planszy łódki nie są własnością graczy (do nich należą tylko budynki na wyspach) więc trzeba uważać gdzie się co umieszcza, bo można bardzo ładnie pomóc kolejnej osobie. Klimat Japonii dla mnie nie jest niestety zbyt wyczuwalny, ale dzięki bogactwu kolorów na planszy nie mam poczucie grania w suchelca.
 
Skalowalność 
Dobrze się skaluje i bez względu na liczbę graczy mam podobną satysfakcję z gry.


Losowość 
Przede wszystkim losowo pojawiają się pomocnicy. I tu jest tak, że niektórzy pomocnicy mają większą wartość na początku rozgrywki, a gdy ukazują się pod koniec, to już nikt ich nie chce. Oprócz tego losowo wykładamy budynki, które można stawiać i poniekąd akcje (dlatego poniekąd, że to jest niespodzianką tylko na początku, potem już wiadomo co kiedy się powinno pojawić).


Dla kogo ta gra?

To lekka i kolorowa gra, dobra do zachęcenia ludzi do grania. Sprawdzi się jako tytuł familijny, natomiast na filler jest za długa. Wyjadaczom też może się spodobać, bo jest w niej sporo wyborów i można pokombinować, aczkolwiek nie jest to grupa docelowa. 
Moim zdaniem (4/5)

Mam słabość do ładnych gier. Jak coś dobrze wygląda, to od razu chętniej do tego usiądę i nawet mankamenty mechaniki jestem w stanie wybaczyć (mam tak na przykład z "Abyss"). Tu jest podobnie, bo "Yamatai" nie jest grą wybitną, a jednak łatwo mnie namówić na partyjkę (aczkolwiek jak juz o "Abyss" piszę, to jednak "Yamatai" jest lepsze). Wiele osób porównuje "Yamatai" z "Pięcioma klanami" - te sam autor, to samo wydawnictwo, podobna (ale odwrócona) mechanika - tam zabieramy pionki z planszy, tu je rozstawiamy. Może faktycznie coś w tym jest. Ogólnie "Pięc klanów" zbiera lepsze recenzje, ale w moim towarzystwie się nie sprawdziła, a "Yamatai" się podoba (dość). Ja sobie chętnie od czasu do czasu statki poprzestawiam.
ZALETY:
- przepiękne wydanie
proste zasady
- można pokombinować
WADY:
- ograniczony wybór kolorów pionków graczy
- siła niektórych pomocników zależy od momentu, w którym staną się dostępni

U góry planszy widać już zabudoane wyspy, a na reszcie leżą jeszcze żetony kultury

Fioletowe i niebieskie to budynki graczy, czerwone to budowle spcjalne, a między nimi łódeczki

Plansza gracza




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

 

Blog przez e-mail