poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Zombiaki II zza ściany


Hej tam, trzymajcie się blisko i nie pozwólcie tym chrzanionym zombiakom dopaść naszej barykady.

Maszerują od strony Placu Czerwonego, tak jakby czeluście Kremla co rusz wypluwały z siebie nowe i nowe zastępy nieumarłych.

A może to wpływ towarzysza Lenina, spoczywającego w podziemiach Mauzoleum jego imienia?

Tego możemy się już nigdy nie dowiedzieć i póki co, nie ma to znaczenia dla nas, drżących resztek ludzkości, okopanych marne pięć przecznic od Placu.

Ale porzućmy te niepotrzebne dywagacje, gdyż oto nadchodzi nowa fala zombie. Do świtu jeszcze kilka godzin i, jeśli dotrwamy do niego, może mamy szansę na kontratak.


Niepodziewanie z zadumy wybija strzał przyjaciela Zajcewa i widzisz jak pierwszy z zombiaków pada, zaledwie kilkanaście metrów od barykady. Okrzyk radości zamiera w gardłach, gdy po kilku chwilach trup podnosi się i znów zaczyna maszerować. Podmuch powietrza, odblask reflektora i odcięta głowa zombiaka toczy się po płytach.

Z rany wystaje trzonek toporka strażackiego, celnie rzuconego z drugiej linii.

Tym razem wiwaty trwają troszkę dłużej, tak o sekundę, gdyż na widoku znalazły się kolejne poczwary.

Ale przejrzyjmy nasz ekwipunek, a raczej to co z niego zostało.

Toporek można spisać na straty, raczej nikt nie będzie tak głupi, by się po niego wybrać i wyciągnąć go z resztek tego, co było kiedyś człowiekiem, co to to nie.

A zatem, mamy kilka karabinów, zasieki, łańcuchy, a kilku zacnych chłopców z KGB szykuje do akcji starego Kamaza.

Jeszcze pokażemy tym zombiakom. Zobaczą, że ojcowie dawali nam wódkę na śniadanie nie bez powodu.

Kilku odważnych przeciągnie przez ulicę kable, z i bez napięcia, może to nie święta, ale i tak zombiaki się ładnie zaświecą, hoho. A kiedy skończy się amunicja, zawsze można poświecić im w oczy reflektorem, jak za starych dobrych czasów. Co prawda nic nam już nie powiedzą, ale może zyskamy troszkę czasu.

Hej tam, szykujcie się towarzysze, Misza i Pietia, dawni znajomi z wojska, pijusy niesamowite, idą ku nas, widać dopadła ich zaraza. Stary Iwan, za życia wcinający sterydy i wódę, też gdzieś wśród nich kroczy.

Potraktujemy ich serią, może się uda. Po oczach, po oczach towarzysze, byle do świtu!
__________
Zombiaki to dynamiczna gra karciana dla dwóch osób, gotowych podejmować trudne decyzje o tym kogo poświęcić najpierw, którą kartę odrzucić teraz, a co może przydać za 2, 3 lub 5 kolejek w krytycznej chwili.

Gra jest ciekawa, krótka, a umilają ją dość dowcipne opisy każdej karty. Granie ludźmi jest ponoć trudniejsze, z kolei zombiaki są ograniczone czasowo - poprzez liczbę kart. Wystarczy dotrwać do świtu i ludzie wygrają.

Z drugiej strony, jeśli choć jeden truposz przedrze się na barykadę - zombiaki wygrywają.

Proste zasady, niewielkie pudełko i kawałek podłogi sprawiają, iż można w nią zagrać w zasadzie od razu. Idealna na szybką przerwę, ot tak, zamiast papierosa.

Albo czekając aż kumple przyniosą ze sklepu plecak piwa.
Greg

1 komentarz :

  1. Od strony fabularnej;) do tej gry nigdy nie podchodziłem, ale takie podejście bardzo mi się podoba.
    Niestety, nie jest super porywająca, ale jak ktoś lubi tematykę zombie to warto zagrać.

    OdpowiedzUsuń

 

Blog przez e-mail