poniedziałek, 20 stycznia 2014

Milionerzy i bankruci

Rodzaj gryLICYTACYJNA

Liczba graczy: 3 - 5

Czas gry30 minut wg producenta (często mniej)

Pudełko i wydanie

Gra mieści się w stosunkowo niedużym pudełku, wyglądającym z zewnątrz dość niepozornie, natomiast dużo lepiej w środku. Wnętrze pudełka jest pokryte czerwonym pluszem, który ma dawać wrażenie luksusu i tak faktycznie jest. Trzy przegródki mieszczą karty z pieniędzmi oraz grube kartoniki z obrazkami dóbr, które będziemy nabywać. I tu się muszę przyczepić - kartoniki nie są zbyt ładnie obcięte (zostały im na bokach łączenia z wyprasek, ale może to wada tylko mojego egzemplarza), nie przeszkadza to w ogóle w graniu, ale jest i ja to widzę :-) Druga sprawa to ilustracje, które są, mówiąc oględnie, przeciętne. Widać, że grafik ma duży problem z rysowaniem kobiet, bo te ilustracje są wyjątkowo nieudane. I trzecia rzecz - umiejscowienie kwot na kartach. Jak ułożymy karty w dłoni w wachlarz tak jak przy normalnej grze, to nie widzimy jakie mamy nominały i to już bardzo przeszkadza.



Rozgrywka

"Milionerzy i bankruci" to gra Reinera Knizii wydana na świecie już dawno, bo w 1995 roku, jako "High society". Ma więc prawie 20 lat, czyli nowością jest jedynie jej polska wersja. 
Reiner Knizia jest z wykształcenia matematykiem, co bardzo widać w jego grach - mechanika jest właśnie taka matematyczna, a klimat ma zwykle drugorzędne znaczenie.  
Tu nie jest z tym klimatem tak źle, ale po kolei :-)

Wcielamy się w milionerów, którzy będą licytowali między sobą luksusowe dobra. Brzmi dobrze...bo kto by nie chciał czasami poczuć się jak bogacz i kupić sobie jacht :-)

Zasady są banalne - polegają na licytacji kolejno losowanych przedmiotów pożądania. Wygrywa je ten kto da najwięcej, co wiąże się z wydaniem (pozbyciem się) określonej kwoty pieniędzy, podczas gdy ci, którzy się wycofali, zachowują gotówkę dla siebie.
Oprócz dóbr luksusowych wartych od 1 do 10 punktów, mamy też karty specjalne - dobre i złe.
Dobre, czyli "x2" - karty podwajające nasze punkty na koniec gry. Są trzy takie w grze, więc można się dzięki nim solidnie obłowić w punkty.
Złe to:
złodziej - kradnie nam jedną z kart;
1/2 - dzielimy sumę punktów na pół;
-5 - odejmujemy 5 punktów od końcowego wyniku.

Karty negatywne podlegają trochę innej licytacji - trafiają do tego gracza, który się pierwszy z licytacji wycofa. Zabiera on kartę, ale zatrzymuje gotówkę, reszta graczy traci natomiast kwoty, które byli skłonni dać, aby uchronić się przed efektem negatywnym. 

I to prawie wszystko. Należy jednak pamiętać o dwóch rzeczach, które tak naprawdę determinują naszą strategię:
- raz położonego banknotu nie możemy podczas licytacji zabrać na rękę, nie ma również rozmieniania;
- nie można wygrać gry, jeśli na końcu ma się najmniej pieniędzy.

I właśnie ten drugi punkt sprawia największy problem, bo nie pozwala na wydawanie pieniędzy lekką ręką. Wszystkie zakupy muszą być przemyślane. 
Tu wychodzi matematyczne wykształcenie Knizii - można sobie liczyć na bieżąco ile kto jeszcze ma pieniędzy, a nawet w jakich banknotach. Trzeba mieć do tego wyćwiczoną pamięć, ale bardzo to pomaga w prowadzeniu licytacji i daje sporą przewagę.

Grę wygrywa oczywiście ten, kto na koniec ma najwięcej punktów zwycięstwa ORAZ nie najmniej pieniędzy. Koniec nie następuje jednak po zlicytowaniu wszystkiego - to byłoby za proste. Następuje wtedy, gdy na stole pojawią się cztery karty z czerwoną obwódką (czyli wszystkie dające "x2" oraz "1/2"). Nigdy nie wiadomo kiedy to nastąpi oraz ile i jakie rzeczy będziemy mieli okazję wcześniej kupić, co wpływa na losowość i podnosi grywalność.

Rozgrywka ma dwa warianty - wylicytowane karty mogą być albo widoczne dla wszystkich albo zakryte.
Jeśli są widoczne to łatwo nam kontrolować punktację, wiemy ile nam brakuje do wygranej i mniej więcej co powinniśmy robić.
Przy zakrytych, jeśli nie pamiętamy co kto ma, licytujemy bardziej na wyczucie, mając nadzieję, że na koniec okażemy się zwycięzcami.

Oba warianty są ciekawe, ale o ile ten drugi trzyma w napięciu do końca, o tyle przy pierwszym czasami widać, że mamy do czynienia z sytuacją, kiedy prowadzącego gracza nie da się już przegonić (ale to nasz błąd, że daliśmy komuś odskoczyć), a partię trzeba dograć do końca. Polecam spróbować obu i wybrać odpowiedni dla siebie.

Dodam jeszcze, że gry z pieniędzmi, nawet nieprawdziwymi, sprawiają, że emocje są.
Z gotówką w garści nie tak łatwo się rozstać i stąd moje początkowe zdanie o tym, że akurat tu z klimatem rozgrywki nie jest źle :-) A jak komuś mało to polecam stroje wieczorowe i szklaneczkę whisky ;-)


Skalowalność

Bez względu na liczbę graczy rozgrywka przebiega dobrze, aczkolwiek zmieniają się trochę strategie negocjacji. Przy trzech graczach częściej pewnie będziemy podnosili stawkę, przy pięciu kwoty rosną bardzo szybko i trzeba być ostrożnym.

Zauważyłam, że przy trzech graczach rozgrywki były bardziej wyrównane, a przy pięciu często ktoś szybko osiągał znaczącą przewagę.
 

Losowość

Losowo ułożone są karty z dobrami do licytacji co znacząco zwiększa różnorodność rozgrywek.


Dla kogo ta gra?

Właściwie dla każdego. To przykład tytułu, który bardzo dobrze sprawdzi się w towarzystwie osób nieobytych z planszówkami. Wydawca zaznaczył, że nie jest to gra dla dzieci - zgadzam się, na pewno nie są one odbiorcą docelowym, ale rodzice mogą 
na jej podstawie pokazać nastolatkom na czym polegają podstawy ekonomii.
Spodoba się osobom z zacięciem do zapamiętywania i liczenia kart.

Moim zdaniem (3/5)

Gra jest łatwa, szybka i sprawia, że człowiek trzy razy się zastanowi zanim położy pieniądze na stół. Niektóre osoby, z którymi grałam miały problem z podejmowaniem decyzji kiedy jeszcze licytować, a kiedy już warto odpuścić. Efekt jest taki, że część osób chętnie w "Milionerów..." zagra, a część niespecjalnie ma ochotę.

Jeżeli lubicie czuć ten dreszczyk emocji gdy kładziecie na stół kolejne 10 milionów dolarów i pociągają Was gry licytacyjne, to na pewno się nie zawiedziecie. 
Stosunek ceny do wydania i grywalności jest bardzo dobry. 
Dla mnie to taka typowa gra Knizii - przemyślana i solidna, dobra na kilka rozgrywek z rzędu, ale niekoniecznie kandydat na grę roku.

W ramach ciekawostki - to druga gra licytacyjna opisywana na tym blogu. Pierwszą była Razzia tego samego autora, który swoją drogą musi taką mechanikę lubić, bo stworzył więcej tego typu tytułów.


ZALETY:
- bardzo łatwa do nauczenia
- świetna nawet dla początkujących
- różnorodność rozgrywek 
- krótki czas trwania partii
- zmusza do myślenia 
- pozwala się poczuć jak prawdziwy milioner :-)

WADY:
- niefortunnie wydrukowane nominały na kartach
- nierówny poziom grafik
- czasami w połowie gry wiadomo kto wygra

Dziękuję wydawnictwu Foxgames.pl za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Czerwone i pluszowe wnętrze - super!

Karty pieniędzy ułożone w wachlarzyk - nie wiadomo co mam na ręce

Te karty licytujemy

To wyjątkowo nieudane grafiki.
Rozgrywka


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

 

Blog przez e-mail