wtorek, 5 maja 2015

Pyrkon 2015

Pyrkon to poznański konwent fantastyki, który odbył się w dniach 24-26 kwietnia. Nie ukrywam, że pojechałam tam pierwszy raz i w ogóle było to moje pierwsze uczestnictwo w tak dużej imprezie. 
Na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich,gdzie impreza miała miejsce, dotarliśmy w piątek około 15.00. Zaskoczeniem dla mnie było to, że kolejka po bilety dla tych, którzy ich nie mieli, była znaczenie krótsza niż ta po odbiór wejściówek kupionych online. Dlatego też bardzo szybko weszliśmy do środka i poszliśmy od razu do hali wystawców. 

Takie cuda w sali z makietami z filmów.

Cała impreza to wielkie święto miłośników fantasy i s-f, a liczba atrakcji przygotowanych przez organizatorów jest ogromna. Niestety nie da się być wszędzie, a często możliwość udziału w najbardziej obleganych wydarzeniach trzeba rezerwować z wyprzedzeniem. Nas interesowały przede wszystkim planszówki (które w ogóle stanowią mały wycinek całego Pyrkonu) i dla takich osób były dwa miejsca - właśnie hala wystawców, gdzie można było zobaczyć nowości i prototypy oraz games room, gdzie były stoliki i darmowa wypożyczalnia gier. 

Na hali wystawców bynajmniej nie byli wyłącznie wydawcy gier. Reklamowały się również sklepy z grami, ale i też wszelkim innym dobrem - koszulkami, kubkami, biżuterią, książkami, zupkami chińskimi i co tam kto wymyślił. Zdziwiło nas trochę to, że nie wszyscy liczący się na polskim rynku wydawcy na targi dotarli (np. Hobbity), a niektórzy nie mieli własnych stanowisk, tylko prezentowali się gościnnie u innych. 

Zaczęliśmy od stoiska Rebela i szybkiej partyjki w mocno promowany "Colt Express". To karcianka, której akcja dzieje się na Dzikim Zachodzie, a gracze wcielają się bandytów rabujących pociąg. I właśnie wspomniany pojazd jest smaczkiem w grze, bo nasze pionki przemieszczamy po makiecie pociągu 3D. 
Gra jest szalona i zabawna, klimatem zbliżona do "Bang!".

Potem poszliśmy do Trefla (stoisko miała tylko krakowska część firmy, sopockiej, znanej choćby z "5 sekund" nie było). Tu prezentowane były nowości - "Rzymianie do domu!", "Kieszonkowy bystrzak" czy "Prison run". Na początek poszli "Rzymianie", szybka (ok. 10 minut) karcianka, w której naszym zadaniem jest zebranie jak najwyżej punktowanych fortów. Bardzo mi do gustu przypadły nazwy fortów (np. Fortheca). Budynki zdobywamy wykładając pod nimi w tajemnicy swoich wojów, a następnie porównując ich siłę i zdolności specjalne z tym, co wyłożyli inni. Gra jest bardzo losowa, ale dość zabawna. Od strony mechanicznej to taka zaawansowana wojna, ale przypomina też bardzo bardzo uproszczonych "Magnatów", którzy też mają taką wojenno-pasjansową mechanikę. 
Na drugi ogień poszło "Prison run" - też karcianka, w której musimy pomóc więźniom w ucieczce z więzienia. Każdy gracz ma tajną kartę z informacjami, których więźniów ma ocalić i gdy jakiemuś uda się wydostać, to wszyscy głosują czy zostanie złapany czy też nie. Złapany wraca i może uciekać ponownie, ten który miał szczęście jest odkładany na bok. Gra w założeniu miała się opierać na blefie, ale do tego przydałoby się trochę dyskusji, a jakoś nic nas do niej nie skłoniło. Zastanawiam się, kto jest grupą docelową tej gry, bo dla mnie była zbyt prosta i monotonna, a dla dzieci znów temat jest nietrafiony. 
Duży plus dla Trefla za zabawne przypinki, które można było otrzymać za granie na stoisku.

Następnie udaliśmy się na bardzo duże stiosko Polish Publishing League, gdzie swoje gry pokazywało pod jednym szyldem kilka mniejszych (ale znanych) wystawców - między innymi Board&Dice, Lucrum Games, Phalanx, Fabryka Gier Historycznych czy Let's Play.
Zaczęliśmy od gry kościanej "The curse of the black dice" wydawnictwa Board&Dice, znanego z "Piwnego Imperium" czy "Dice Brewing". Tym razem nie było piwa, ale znalazł się rum :-) Na stole rozłożony był prototyp gry, która swoich funduszy na wydanie będzie szukała w zbliżającej się kampanii na Kickstarterze. Jak tylko akcja ruszy, to dam Wam znać, bo gra jest warta uwagi. W rozgrywce wcielamy się w piratów, którzy muszą uchronić statek przed zatopieniem (współpracując), jednocześnie próbując zdobyć jak najwięcej złota (bo zwycięzca może być tylko jeden). W grze realizujemy jedną z kilku dostępnych misji, my spróbowaliśmy tej pierwszej, teoretycznie najłatwiejszej i udało się zakończyć ją z sukcesem. Jeżeli lubicie gry kościane to ta na pewno Wam się spodoba, ja bym mogła zagrać choćby teraz. Ciekawa tylko jestem jej finalnego wyglądu, bo tu grafiki postaci to były czarno-białe szkice, podobnie jak karta misji, a wydawnictwo na FB wrzuca coraz to nowsze ukończone (lub prawie skończone) ilustracje i trzeba przyznać, że są na bardzo wysokim poziomie. Nie ukrywam, że "The curse of the black dice" było na mojej liście życzeń gier, w które chciałam zagrać na Pyrkonie i absolutnie się nie rozczarowałam. 
The Curse of the Black Dice

Potem przesiedliśmy się do stolika obok, gdzie wydawnictwo prezentowało kolejny, tym razem kosmiczny tytuł, "ExoPlanets". Ta gra wizualnie prezentowała się dużo lepiej, bo był to właściwie finalny produkt. Naszym zadaniem było zdobywanie punktów poprzez realizację celów lub dzięki tworzeniu życia na planetach. Cele mogły być jednak wykorzystane dwojako - nie tylko bezpośrednio do otrzymania punktów, ale też jako broń (przeszkadzajki) przeciw współgraczom. To już jest tytuł bardziej rozbudowany, z wieloma wyborami, zdecydowanie dłuższą (ale nie nadmiernie długą) rozgrywką i sporą dawką interakcji negatywnej. Chociaż trzeba przyznać, że zaczęliśmy łagodnie, żeby później mocno się rozkręcić w psuciu szyków. "ExoPlanets" również zadebiutują na Kickstarterze i mam nadzieję, że uda się zebrać wymaganą kwotę, bo gra jest tego warta. To moje największe zaskoczenie na plus całego Pyrkonu.

ExoPlanets - prawda, że ładne?

Na tym zakończyliśmy piątkowe ogrywanie prototypów i poszliśmy w kierunku games roomu pograć w gry, które leżą już na sklepowych półkach. Po drodze wstąpiliśmy w hali, w której pełno było makiet postaci i przedmiotów znanych z filmów - był Terminator, Bumblebee z "Transformersów", cała kolekcja z Gwiezdnych Wojen, a nawet żelazny tron z "Gry o Tron" z kilometrową kolejką osób chętnych do zdjęcia. Prawdę mówiąc zdjęcie na tronie można sobie było zrobić błyskawicznie (też mam, a co!), tyle że w późniejszych godzinach, tak koło trzeciej nad ranem, zwłaszcza, że tron był cały czas profesjonalnie oświetlony i godzina nie miała wpływu na jakość zdjęcia.


Bumblebee

Sokół Millenium...

...z załogą

W sobotę wybraliśmy kierunek odwrotny, czyli najpierw games room, a potem wystawcy. Właśnie truliśmy świat grając w "Chaos w starym świecie" gdy do naszego stolika podszedł Janusz Korwin-Mikke. Przyznaję, że łączenie kampanii wyborczej z takim wydarzeniem jak Pyrkon dla mnie nie idzie w parze i bieganie po halach w towarzystwie świty i kamer, to jednak nie jest uczestnictwo w konwencie. Wróćmy jednak do prototypów. Poszliśmy znów do Polish Publishing League, bo oni tytułów mieli najwięcej. Tym razem padło na Lucrum Games i ich "Intrygantów". To karcianka z silną interakcją negatywną, którą można nazwać zaawansowanym "Listem Milosnym". Gra niedługo powinna się ukazać na polskim rynku, ja już mam swoją przedpremierową talię więc postaram się wkrótce napisać coś więcej, bo gra mi się bardzo podoba. 

Lucrum Games planuje też wydanie szalonej kooperacyjnej gry zręcznościowej "Dungeon Fighter", w którą też mieliśmy okazję zagrać. Naszym zadaniem podczas rozgrywki jest walka z coraz silniejszymi potworami, aby na końcu pokonać głównego bossa. Gramy jako drużyna, a walka polega na takim rzucaniu kostką, aby odbiła się od stolika, a następnie wpadła na przypominającą tarczę planszę i zatrzymała się na możliwie największym wyniku. Muszę przyznać, że takie rzucanie jest niełatwe, a w ciągu gry dochodzą jeszcze (od broni lub potworów) modyfikacje - rzucanie tyłem, z zamkniętymi oczami czy pod nogą. Kombinacji jest wiele,  śmiechu jeszcze więcej, aczkolwiek jest to tytuł dla osób z dużym dystansem do siebie i takich, którzy nie przejmą się zbytnio rzutowymi porażkami, a tych na początku będzie sporo. 

 
"Dungeon Fighter" - plansza-tarcza

Miałam też okazję przyjrzeć się polskiej grze "Herosi". Została ona wydana przez Fabrykę Gier Historycznych, ale pod szyldem Lion Games. I tak właśnie planuje FGH wydawać gry w klimacie fantasy lub S-F. Co do "Herosów" to jest to starcie dwóch bohaterów (może ich być do czterech, ale na dwie osoby gra działa najlepiej), a wygrywa oczywiście lepszy. Mamy do wyboru cztery postacie, a każda kontroluje inne moce (powietrze, ogień, wodę lub ziemię) i ma własną armię. Jest też cały wachlarz czarów, z których gracze mogą korzystać. Aby wykonać jakąś akcję, należy wyrzucić na kostkach odpowiednie symbole, a gracze rzucają równocześnie - kto pierwszy ten lepszy! Gdy jedna z osób powie "Stop!", to czas zostaje zatrzymany i druga zostaje z tym co ma. Może natomiast zostawić sobie dowolne kostki do kolejnej rundy, dzięki czemu ma szansę tym razem być pierwsza. Gra jest bardzo dynamiczna, kostki fruwają, emocji wiele, a czas rozgrywki dość krótki - 15-20 minut. Ja jestem zauroczona, mam już swój egzemplarz, recenzja wkrótce :-)

Ciekawą grą, aczkolwiek nie prototypem, w którą miałam okazję jeszcze zagrać była "Cash'n'guns" edycja 1 (podobno lepsza niż późniejsza, ale nie mam porównania). Jest to krótki, imprezowy tytuł, gdzie każdy z graczy dostaje piankowy rewolwer i musi wyeliminować graczy, zgarnąć kasę i sam pozostać przy życiu. Do oddawania strzałów służą karty, których mamy ograniczoną liczbę (każdy ma takie same karty i każdej może użyć wyłącznie raz). Nie każda karta oznacza oddanie strzałów - trzeba więc blefować, zachowując jednocześnie pokerową twarz. Gra ma też wariant zaawansowany gdzie dochodzi podział ról - pojawia się agent pod przykryciem, który ma oczywiście inny cel niż cała reszta. Jeśli tylko nie przeszkadza Wam celowanie do siebie z broni (nawet sztucznej), to polecam - zabawa jest przednia. Może ktoś w Polsce pokusi się o jej wydanie, ale nie jest to konieczne, bo gra jest niezależna językowo.

W niedzielę już były takie małe dożynki, bo jednak czekała nas dość długa droga powrotna. Znowu wybraliśmy się do hali wystawców. Tym razem zerknęłam sobie na "Martwą zimę" rozłożoną na stoisku Cube, ale nie grałam. Gwar Pyrkonu nie sprzyja grze, w której położono duży nacisk na klimat, a i tak mam zamówiony w przedsprzedaży własny egzemplarz, więc poczekam, aż do mnie dotrze.

"Martwa zima"
Phalanx miał za to rozłożone wszystkie gry ze Świata Dysku - "Świat Dysku - Ankh Morpok", "Wiedźmy" oraz nowość - "Sekary", czyli grę opartą na "Piekle pocztowym". Zagrałam tylko w "Wiedźmy", o których wcześniej słyszałam sporo złego. Faktycznie gra jest bardzo losowa i powtarzalna, może się bardzo szybko znudzić, raczej nadaje się dla młodszych graczy lub osób bardzo początkujcych, bo zasady ma proste. 

Pograliśmy jeszcze w "Gaję" od Lucrum Games - grę o tworzeniu świata, która ma dwa oblicza. W wersji podstawowej jest bardzo przyjemną grą familijną, a w wersji zaawansowanej pokazuje rogi i wprowadza sporą interakcję negatywną. Dobra zabawa i krótki czas rozgrywki czynią z niej przyjemny przerywnik pomiędzy cięższymi tytułami.

I to w ogromnym skrócie wszystko, a działo się naprawdę wiele. Były konkursy, loterie, licytacje i całe mnóstwo innych atrakcji, Bawiliśmy się znakomicie, a teraz zbieramy siły, bo już wkrótce Festiwal GRAMY. Do zobaczenia!

2 komentarze :

  1. Świetny tekst, przyjemnie się czyta! Szczególnie mnie zainteresowałaś grą Dungeon Fighter - wydaje się warta uwagi :) pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :-) "Dungeon Fighter" wyjdzie po polsku prawdopodobnie przed wakacjami.

      Usuń

 

Blog przez e-mail