wtorek, 19 maja 2015

Festiwal GRAMY Gdynia 2015

Duże granie w planszówki w Trójmieście rozpoczęło się właśnie w Gdyni. Dopiero później dołączył Gdańsk i od razu przerósł Gdynię rozmachem przedsięwzięcia. Festiwal GRAMY w Gdyni wygląda trochę inaczej - jest mniejszy, bardziej kameralny, brak mu typowego charakteru targów - zostaje samo święto gier.

Zdjęcie: gdyniasport.pl, zapożyczone z Fanpage'a Festiwalu Gramy

W tym roku impreza odbyła się kolejny raz w hali Gdynia Arena. Jak wspomniałam, postawiono głównie na granie, więc większość sali zajmowały stoliki (których i tak tradycyjnie było za mało), wypożyczalnia gier, stoisko-sklep Rebela, stoiska Trefla, Granny i kilka stolików z grami w wersji finalnej lub prototypów.
Trefl skupił się głównie na młodszych graczach, prezentując "5 sekund Junior" i kilka innych gier (ale jakich to niestety nie wiem, bo nie grałam).

Rebel prezentował swoją nowość - "Szmal" czyli polską wersję gry "Greed". Jest to tytuł mechanicznie dość zbliżony do "7 cudów świata", a akcja rozgrywa się w gangsterskim półświatku. Gracze próbują zdobyć jak najwięcej tytułowego szmalu, zagrywając odpowiednie karty. Muszę przyznać, że grało mi się całkiem przyjemnie. Dodam jeszcze, że w grze występuje spora interakcja, przede wszystkim negatywna, więc jeśli podoba się Wam "7 cudów" i nie macie nic przeciw nieczystym zagraniom, to "Szmal" Wam przypadnie do gustu. Oprócz tego można było pobawić się w "Koncept" w wersji XXL czy zagrać w "Splendor".

Granna prezentowała swoją nową grę - "Empatio", niestety nie miałam okazji zagrać, bo było mało miejsca, a sporo chętnych. Zerknęłam za to na nową łamigłówkę - "Miejska Dżungla". Wydanie bardzo porządne, ale jakieś takie sucho-matematyczne i mnie niestety nie porwała ze względu na mało wciągające zasady, ale pewnie znajdzie swoich wielbicieli.

Prototyp wypatrzyłam tylko jeden - "The Unexpected", niestety też nie dane mi było zagrać z racji sporego zainteresowania. Wiem tylko, że gra nie ma jeszcze swojego wydawcy więc nie wiadomo czy i kiedy ukaże się na naszym rynku. 

Obok na stoliku był "Dominion", który ma być w Polsce wydany ponownie dzięki środkom z kampanii na wspieram.to. Jest to dobrze znana, obsypana nagrodami gra z mechaniką deck building (kompletowanie talii), która doczekała się już wielu dodatków. Zasady nie są zbyt trudne, ale sama rozgrywka jest mało klimatyczna i jak jeden gracz zacznie wykładać kombosa za kombosem, to końca tury nie widać. Parę słów jej temat pisałam przy okazji recenzji "Kamienia Gromu". Na razie zbieranie funduszy rozkręca się powoli, możliwe, że wiele osób ma już ten tytuł na swojej półce, ale czasu do końca jeszcze sporo, zobaczymy jak pójdzie.  

Co jeszcze było na osobnych stolikach? Między innymi "Vudu", "Igranie z gruzem", "Labyrinth: Ścieżki Przeznaczenia", "Tytus, Romek i A'Tomek, "Tikal" czy "Świat Dysku", ale albo stoliki były zajęte, albo nie było nikogo kto mógłby grę wytłumaczyć, a szkoda, bo ciekawa byłam przede wszystkim "Tytusa...", w końcu to pozycja oparta na jednym z moich ulubionych komiksów.

I to właściwie tyle, trochę gier można było przy okazji zakupić na stoisku Rebela w promocyjnych cenach. Czy warto zatem na GRAMY do Gdyni przyjeżdżać? Jak najbardziej! Przede wszystkim czeka na nas wielka wypożyczalnia, a do tego sporo konkursów (w przeciwieństwie do Gdańska w Gdyni nie było prelekcji). 
Zacznijmy od konkursów. Rozegrano dwa duże - eliminacje mistrzostw Polski w "Splendorze" oraz Pandemic Survival. Oprócz tego odbyło się wiele mniejszych, kierowanych zarówno do dzieci, jak i dorosłych. Muszę przyznać, że organizatorzy uczą się na błędach i tym razem nie było chaosu i wymyślania na bieżąco zasad zwycięstwa. Brałam udział w trzech konkursach i wszystkie były dobrze zorganizowane, a że trafiłam na sympatycznych współuczestników, to w ogóle grało mi się świetnie i nawet porażki mi nie przeszkadzały :-)

A teraz przejdźmy do tego, w co udało mi się zagrać. Na rozgrzewkę poszedł "UFO Farmer", bo towarzyszyła nam pewna młoda panna, która w dodatku uczciwie nas ograła. Gra niewiele ma wspólnego z "Superfarmerem" - głównie ilustracje. Mechanicznie jest to rodzaj memo, dorosłym polecam wyłącznie jako tytuł do grania z dziećmi, którym się ona całkiem podoba.
Następnie przyszedł czas na "Sheriff of Nottingham", który to tytuł ma się w tym roku ukazać w polskiej wersji dzięki Rebelowi. To towarzyska gra blefu i przekupstwa. Musimy zarobić jak najwięcej pieniędzy na sprzedaży towaru, który dzieli się na legalny i kontrabandę. Oczywiście ta ostatnia przynosi więcej bonusów, ale jeśli szeryf przyłapie nas na szmuglowaniu, to słono zapłacimy... no chyba, że uda nam się przekonać szeryfa do skierowania wzroku w zupełnie inną stronę.  Gra jest świetna, szybka, ale niestety tylko dla maksymalnie pięciu osób. To naprawdę mało, zwłaszcza, że im więcej tym lepiej. Jeśli lubicie gry imprezowe i nie drży Wam powieka gdy wioząc na sprzedaż kusze, twierdzicie, że to same jabłka, to polecam :-)
Później na stół trafił "Augustus", wydany już jakiś czas temu przez Hobbity, dotąd nie miałam okazji w niego zagrać, a czytałam dobre opinie. Gra ta pokazuje ile można wyciągnąć z "Bingo" - tego klasycznego, gdzie jedna osoba losuje i wyczytuje numery, a inni zaznaczając je, próbują skompletować cały rząd. Tu losowane są symbole, które pozwalają nam spełniać cele. Te ostatnie przekładają się na punkty zwycięstwa. Muszę przyznać, że to bardzo dobra pozycja familijna i dla początkujących graczy. Jest bardzo dużo losowości, ale też sporo wyborów i nie ma nudy. Gdy któremuś z graczy uda się zebrać wszystkie symbole na karcie, mówi "Ave Cezar". Może to dotyczyć kilku grających w danej rundzie, dlatego bardzo mi się spodobało, gdy moja znajoma, kompletując swoje symbole, zapytała "Czy ktoś jeszcze awuje?"
Kolejny raz miałam okazję zagrać w "Tajemnicze domostwo" i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, jaki to fantastyczny tytuł. Dla fanów "Dixita" pozycja obowiązkowa :-) Na stół trafiła też stosunkowo nowa gra od Rebela - "Megawojownicy". To pojedynek stworów na arenie 3D, w którą zamienia się pudełko. Rozwiązanie sprytne i ciekawie wygląda. Sama gra polega na zagrywaniu kart, które pozwalają na ruch i ataki (wręcz i z dystansu). Każdy wojownik ma swoje unikalne zdolności, a także różne gabaryty i startową liczbę punktów życia. Gdybym miała ją do czegoś porównać, to na myśl przychodzą mi "Potwory z Tokio", ale tam zamiast kart akcji mamy kości. Powiem szczerze, że "Potwory..." uwielbiam, a "Megawojownicy" mnie strasznie znudzili. Wykładanie kart generowało przestoje (bo każdej z nich można użyć tylko raz), a taka gra musi być dynamiczna. Mnie się niestety nie spodobała. Jako że dość gwarna atmosfera festiwalu nie służy grom długim i strategicznym, to sięgnęłam, jak widać, po proste i stosunkowo krótkie tytuły. Do takich należy też "Top Secret" od FoxGames - gra dla dwóch osób, w której staramy się odgadnąć jakie numery mają agenci przeciwnika. I tu też klapa. Nie podobały mi się ilustracje, nie podobała mi się rozgrywka (kontynuując porównania, to na myśl przychodzi mi lepszy "Kryptos") - zupełnie nie moja bajka. Również średnio wypadło "Voodoo" od tego samego wydawcy. Gra na spostrzegawczość, w której musimy wykładać na stół karty o odpowiednich symbolach i w konkretnych kolorach. Też było nudnawo, a w dodatku od skupiania się na znaczkach i barwach rozbolała mnie głowa. Możliwe, że lepiej działa z dziećmi, ucząc je właśnie spostrzegawczości. Oczywiście nie wszystko co małe jest złe :-) Gdy na stół trafił "Schotten-Totten", to od razu zrobiło się ciekawiej. To karcianka dla dwóch osób, trochę wariacja na temat pokera. Gracze wykładają karty po dwóch stronach kamiennego muru, starając się przeciągnąć go na swoją stronę. Liczą się nie nominały kart, a rodzaj uzyskanego kompletu (trzech sztuk). Najwyżej punktowany jest "poker" czyli sekwens w tym samym kolorze, następnie "trójka", "kolor", i na końcu różnokolorowy sekwens. W rozgrywce biorą też udział karty akcji, które mogą pomóc nam lub zaszkodzić przeciwnikowi. Tytuł trochę losowy, trochę wymagający kombinowania, ogólnie całkiem udany (Reiner Knizia w formie). Na koniec drugiego dnia, jak już wszyscy byli bardzo zmęczeni i mieli trochę dość, na stół powędrowała "Mumia: Wyścig w bandażach". Ale nam się podobało! Gra relaksująca, oparta o rzuty kostkami, ale pozwalająca na podejmowanie decyzji - taki "Chińczyk" na sterydach. Naprawdę polecam do grania rodzinnego i w celu zresetowania umysłu.
To tyle w skrócie. Dwa dni upłynęły bardzo szybko, kończąc się z przytupem, bo loterią z atrakcyjnymi nagrodami. Teraz pozostaje tylko odliczanie czasu do edycji jesiennej, mam nadzieję, że Was tam nie zabraknie :-)





"Sztuka wojny" - podobno fajna, ale ja nie grałam

"Sztuka wojny"

"Sztuka wojny"

"Sztuka wojny"

"Sztuka wojny"

"Tajemnicze Domostwo"

"Tajemnicze Domostwo"

"Pokój 25"

"Pokój 25"

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

 

Blog przez e-mail